Przeglądaj mapę
logoutZaloguj/Zarejestruj

Kurpie - Adam Chętnik - część 10/13

X. MOWA, PIEŚNI, TAŃCE I ZABAWY.

Mowa kurpiowska, podobna do mazurskiej, należy do ogólnego djalektu mazowieckiego, posiada jednak wiele odrębnych właściwości i sporo wyrazów, nigdzie na ziemiach polskich nie spotykanych. Mało w niej makaronizmów, a wpływ obcy wywierają na nią tylko sąsiednie Prusy, co jednak łatwo odróżnić. W mowie Kurpiów zaznacza się wyraźnie charakterystyczne zmiękczanie spółgłosek, polegające na tern, że przed samogłoską „i" Kurpie we wszystkich wyrazach wstawiają „z" lub „s". Kurpie nie mówią p i ć, p i w o, piasek, wisi, leck „psić", „psiwo", „psiasek", „zisi"; mówią też nie „będzie, b ę b e n", lecz „bandzie", „bamben", przyczem spółgłoski środkowe „n" i „m" wymawiają się delikatnie, nieznacznie; nie mówią też na Kurpiach „nosowi, człowiekowi", ale „nosoju", „człowiekoju" albo „cłojekoju".

„Pochwalonego" u Kurpiów mówią w ten sposób:

— Niech bandzie pochwalany...

— Na zieki zieków!

albo przywitanie: Do wchodzącego sąsiada gospodarz mówi:

— Zitajcie do nas.

— Bóg zapłać za zitackę! — odpowiada gość. Piosenka kurpiowska z czasów powstania

brzmiała tak w miejscowym djalekcie:;

„Oj, ty rusku, ty, psiaziaro, Poziedziałeś, co nas mało, A nas zgórą sto tysiancy, Obejrzyj się — jesce ziancej".

Z dalszych wyrazów miejscowych przytaczam niektóre:

„Ziara" — wiara; „ksioty" — kwiaty; „psiejak" — kogut; „psisak" — pisak — ołówek; „ucierak" — ręcznik, „sygnują" — dzwonią na mszę; „chluba" — gałąź; „zień" — ziemia; „rzeniak" — pasek rzemienny; „potarcysko" — poprawiny po uczcie np. w tydzień po weselu, chrzcinach i t. p.„migi" — komary; „kruzyk" — kubek, garnuszek; „osmana"— spółka, stowarzyszenie; „popuchać" — powąchać; „skromniutka" — osoba szczupła; „dziewcok" — dziewczyna, panna; „młodźiak" — kawaler młody. A oto mały urywek z rozmowy dwuch kobiet: — „Mózią, co bez kobziety zyć nie może, a otnia-nek psie ścierwo — tera to me bzije" — mówi pierwsza, pokrzywdzona przez męża — „otnianka" (nic dobrego, odmieńca). Druga odpowiada na to: „A zidzis, móziłam ci, nie zeń się, bo ci nic po chłopsie",

Piosenek kurpiowskich jest takie mnóstwo, że na je dnem weselu możnaby ich setki naliczyć. Śpiewają zwykle chłopcy osobno, a dziewczęta osobno, jednym głosem (unisono), przeciągając długo zakończenie każdej zwrotki.

Oto niektóre piosenki:

Za stodołą bylica, za bylicą psenica, Za psenicą Kasieńka wyglądała Jasieńka, Wyglądała od boru, cy nie jedzie do domu? Jedzie, jedzie z Torunia, złota na nim korona; I przyjechał w podwórko i zastukał w okienko, Wyjdzij, wyjdzij Kasieńko, pociesz moje serdeńko! Oj, gadali ojciec, mać, ze mnie za cię nie chcą

A teraz rozmawiali, ze mnie za cię nie dali. Wyrzekali ojciec, mać, snuroweńka nie chce stać, Jest tam krawcyk na puscy, snuroweńki popuści, Popuści ją wstązecką, będzies chodzić dziewecką, Popuści ją wstążkami, będzies chodzić, jak pani.

Za stodołą stecka, chowaj matko pieska,

Mas córusię ładną, chłopcy ci wykradną,

Z tamtej strony młyna scerna jarzębina,

Daj mi Boże dostać dobrej matki syna,

Coby nic nie pijał, coby mię nie bijał,

Do karcmy nie chodził, mnie za łeb nie wodził.

1Q3

Mowa, pieśni, tańce i zabawy

O mój ty Jasieńku, bądźze na mnie łaskaw, Nie zajmuj gazeńków, jako idą na staw (bis) Bo moje gazeńki nie zrobią ci szkody, Pójdą do staweńku, napiją się wody (bis). Wody się napiją, trawki się najedzą, O naszem kochaniu niech ludzie nie wiedzą (bis). Ojciec z matką nie wie, ale ludzie wiedzą, „Nie darmo to tamoj dwoje młodych siedzą" (bis).

Stojała w ogrodzie, wpół kolana w wodzie, I stojała wyglądała, skąd jej Jasiul jedzie, Oj jedzie on jedzie od Myszyńca stecką, I wyciera modre ocki jedwabną chustecką, Nie wycieraj ocków, nie umywaj rącków, U mnie się umyjes u mnie, w studzianecce

[w gumnie.

Jasiulu złodzieju, wianek-eś mi ukradł, Jakieś posła po wodeńkę, w studzianeckę upadł, Oj, sięgaj go, sięgaj prawą rączką do dna, A jak dziś go tam dosięgnies, to go będzies

[godna,

Oj, sięgła, dosięgła, ale już nie cały,

Cztery gronka z mego wianka już mi obleciały.

Cego chodzis w zadumaniu, cy nie myślis o kochaniu?

Zadumanie nic nie znacy,

tylko komu Bóg" naznacy,

Bóg zacyna i Bóg końcy,

kochających serca łący.

Jak uklęknę na kobiercu,

będzie ciężko twemu sercu,

Insem(u) będę ślubowała,

a z ciebie się będę śmiała.

Choć ty ze mnie śmiać się będzies,

grzecniejsego nie nabędzies,

A ja sobie powiem prawdę,

ze grzecniejsą sobie znajdę.

Leć głosie po rosie do Jaśka mojego, Niech on nie przyjeżdża, bo ja mam innego.

Niech ori^nie przyjeżdża, konika nie trudzi, A jak mi nie zierza (wierzy), niech się spyta ludzi.

WESOŁA KOLĘDA.

Zbawiciel się narodził, wszyscy go witajcie,

UO

I ptaszęta i zwierzęta honor mu oddajcie.

Żeniło się przed laty I tak ptasząt wiele; A pan orzeł, jako król, sprawił im wesele..

Pojął sobie panią gęś, a bocian też kaczkę, A maluśka cyraneczka była im za szwaczkę.

Kiedy panią kuropatwę

za mąż wydawali,

To krogulca do łasa

po księdza posłali.

A ksiądz gawron ślub dawał,

grzywacz niósł kropidło,

A wywielga i dzięcioł

niósł ogień, kadzidło.

Sroka placki piekła, wrona pomagała, Aż-ci sobie w celuściach plecy uwalała.

Kura wino toczyła, kulig go roznosił, Każdego on poczęstował, kto go tylko prosił.

Do tańca i zabaw Kurpie, szczególnie młodzież, są bardzo skorzy. Dziewczyny od najmłodszych lat zbierają się same w chałupach lub latem gdzieś na murawie i tańczą jedna z drugą zapamiętale. To też nie tańczących dziewuch prawie niema na puszczy, a zabawy z muzyką urządzane są parę razy tygodniowo, szczególnie w sobotę i niedzielę. Chłopcy tańczą gorzej, ale tak zawzięcie, że od ciepła zdejmują nieraz wierzchnie kapoty i pracują tak całą noc, aż się z czupryny kurzy. Charakterystyczne jest, że dziewczęta w wielu wypadkach .tańczą przeważnie na bosaka, chłopcy zaś w butach. Jak który kawaler za bardzo dziewuchę depcze, to ta szuka sobie zgrabniejszego. Często dziewczyny tańczą same z sobą, a chłopcy znowu jedni z drugimi.

Kurpie posiadali swoje własne tańce, które tańczyli ochotnie w dawne lata. Tańce te były: polonez kurpiowski, taniec gładki, kowal, kurp, powolniak, obertas i wyrwasy. Do dziś z tych tańców utrzymały się tu i ówdzie powolniak i obertas, pozatem tańczą polki, ga-lopki, walczyki. „Powolniaka" tańczą wbrew nazwie prędko na dwa takty, przekręcając się na pięcie co drugi takt. Zasadą jest, ażeby przy największej szybkości tańczyć równo „żeby śćklankę wody w tańcu na głowie utrzymać" — niektórzy rzeczywiście potrafią takiej sztuki dokonać.

Przy wyrwasach śpiewano krótkie, cięte piosenki, zwane też „wyrwasami". Oto niektóre:

Oj tańcujże Grzela, Bo to dziś niedziela, Oj przytupuj piętą, Bo to dzisiaj święto.

albo, gdy do tańca weźmie się gromadka samych kobiet:

Jedna baba oszalała A druga się wściekła, Trzecią djabeł okulbaczył, Pojechał do piekła.

albo także:

Nie chodź koło wozu, nie trzymaj się osi,

Nie daj chłopcu gęby, choć cię o to prosi (bis).

Zeby nie ta woda, nie to jeziorecko, Mijałbym Dylewo, mijałbym dalecko (bis) Ale ja Dylewa mijać nie przestanę, Póki cię, Marysiu, stąd nie wydostanę (bis).

Wyszły rybki, wyszły, tylko okoń został, Proś Boga, dziewczaku, bym ja ci się dostał (bis). Wyszły rybki, wyszły, tylko płoć została, Proś Boga Jasieńku, bym ci się dostała (bis).

Oprócz samych tańców młodzież bawi się w przepiórkę, śpiewając:

Rurfłe

Uciekła mi przepióreczka w proso, A ja za nią nieboraczek boso, Trzeba mi się pani matki spytać, Czy pozwoli przepióreczkę schwytać.

Zabawa polega na chwytaniu się nawzajem.

Podobnie grają w kotka i myszkę, śpiewając przytem:

Do dziury, myszko, do dziury, Bo cię tu złapie kot bury, A jak cię złapie kot bury, To cię obedrze ze skóry.

Gdy kot (chłopiec) ściga myszkę, będącą np. poza kołem grających, reszta śpiewa dalej:

Łap kotku, łap sobie, Co ułowisz, to tobie, Łap kotku, łap.

Bawi się młodzież w konika, trzymając się naprzemian za ręce i w takt śpiewu chodzą lub biegają, tworząc wężowaty łańcuch, po pod rękami grających. Pozatem grają wspólnie w ślepą babkę, w derkacza, chłopcy zaś sami latem w piłkę, króla przerywanego i t. p.

W zabawach wszelkich Kurpie są wytrwali i wykazują dużo życia.

Jak zabawa, to zabawa, Niech się cieszy każda baba!

podśpiewują w ochocie. I rzeczywiście. Na zabawie wszyscy się cieszą, zapominając o wszelkich troskach.

DODATEK: O KURPSIU, CO KSIOT PAPROCIU ZGUBZIUŁ.

Buł sobzie kurpś Bartłoniej, chłop nie byle jęki: krzepki, smagły i zdatny — do flinty i do fefki jekby ulany. A cy to w robocie jekiej, cy w chodzeniu do niasta, cy w tańcowaniu powolnioka — nikt z .niem wytrzymać nie móg i w nicem mu nie poredziuł. Bo jek się uwzion na robotę, to mu wsytko latało w ręku jek w masinie. Kiedy obuł chodoki, spsion portki rzenieniokiem i niezły powerek wzion do ręki — to jekby ptok leśny frugoł po psiachu albo po kępach. A jek tańcował, to tak leciuchno, jek ten puch na zietrze, a równiuśko, ze śćklenicę z wodą na łbzie sobzie postaziuł i ani krzty nie uroniuł. Chwat buł z niego nie lada od maleńkości — jek poziedali sąsiady, scańscia tyło nijekiego nigdy nie zaznoł i samo-syjcą zuł, choć lot dwadzieścio i psiańć z okładem na sobzie nosiuł. Z dziewcoków — choć te rade z za węgłów na niego zerkały — zadno mu w oko nie wleciało. Chałupę nioł w boru pod Kuziani, kowalską znoł prefesyją, a ze to buł sposobny machejnik, siła cudoków z zielaza

robziuł: flintą narządzić, zamek cudocny wyśtu-kować, krzyż i pasyje z ksiatani zielazneni wykuć — wsytko zmajstrował. Znoł tez swoją puscę Zieloną i bywał nieroz w okolicnych nia-stach: Kolnie, Nowogrodzie, Ostrołance i My-siańcu i jesce dalej ze i spaniętać matyjaśnie. Ziedział tez, gdzie w boru zilki nocują, gdzie psiniądze złote się palą i gdzie kosy na śtorc obsadzone są zakopane głęboko pod dębem. Ziedzioł tez kiedy paproć kści się i straśnie chcioł taki ksiatusek paprociowy odnaleźć, ale coz z tego, kiedy choć sukoł go nieroz, choć nocował w boru —• zawdy coś się przytrasiło na niescań-ście: abo zasnął snem twardem i porę kścenia przechrapoł, abo grzech go odstrasuł, przebrany za pocwarę, abo burza się zrywała straśliwa, ze błądziuł bez całą noc po kniejach i psiekiełkach, z zilkami się biorąc za orzedle. Roz mało nie skapsioł od zielkiego przestrachu.

Jednego razu, a było/to w nocy na świańtego Jona, sed Bartłoniej do Mysiańca na pogrzeb bratanka. Sed, sed, noc go zasła carna, zbzierał tez kopele i kroki zamasiste śtorcował. Juz parę nil used i bór zacynał się duzy i gaństy.

— Jesce ze trzy pacierze drogi i bandę za borem, potem skrancę na łącki, a potem przez bziel i znowu borek — i juz bandę za My-siańcem — myśloł. Ale zdarzyło się cołkiem inacej, bo zabocuł Bartłoniej ze to była zilija akurat świańtego Jona i paproć niała się kścić o dwunastej. Zaceny tez i strachy zlatywać się do

Dodatek: o Kurpsin, co ksiot paprociu zgubziul boru i carownice, psiapory, wyły i tłukły się po gałęziach, ze tyło skowycało dokoluśka.

Bartek lecioł pręciuchno, drogę znoł psiankriie i kociubą się popychoł dla letkości. Ale juz — ze to było blizko północka — grzechy i inse złe duchy (w inię Ojca i Syna — niechoj przepadną na zieki zieków!) srodze mu wzieni dokucoć: siastały go ziatrem i descem po ślepiach, zwalały mu na drogę całe chojki, strasyły zilkani i zilkołakani i naostatku zrobziły to, ze zbłądziuł. Kołowoł i penetrowoł Bartek po boru, zacepioł chodakani za krze i karpy a łbem za gałęzie i nie ziedzioł, jak redzie sobzie, co pocynać w bziedzie i takiem niescańściu. Prosiuł tez pana Boga o ratunek i pociesenie. A było to juz blisko dwunastej.

Wtem zajaśniało dokoła i zaiskrzyło się okrutnie po boru, a ziater ustoł, grzechy wyć przestali i zidno się zrobziło, jek w jasny dzień. Ale trwało to tyło oka mygnienie, bo wnet ciemność straśliwa nastąpsiła i cisa, jekby w trumnie. Bartek z przestrachu postąpsiuł wprzódy i niechcący zawadziuł kopelą po paproci, co rosło jej tu bez liku pod chojkani. 1 naraz zajaśniało mu w ocach i otworzyło się przed nim wsytko: i pozietrze, i zień śwańta i bory ciemne. Patrzy Bartek i zidzi dokoła, gdzie w cigańdzi jest burśtyn w zielecnych kawałach, gdzie psie-niądze zakopane, gdzie co zgubzione przez kogo albo ukradnięte; i zidział wsytkie bogastwa i skarby na dnie ehrapów i wądołów zatopsione.

Uradował się Bartek, bo zrozunioł, ze je tera zielgiem bogocem, ze juz nicyjej łaski potrzebować nie bandzie i bziedy nie zazno. Chcioł tez zaro wyjąć z zieni z ksynę złota do kiesiani, ale sie rozmyśluł i pedo: poco mom broć ksynkę, kiedy mogę wziąć całem wozem, pudę lepsiej do domu po rydel i konie.

I posed. A drogę terazidział dobrze i chałupa jekby przed brodą musie wydawała tak blizko. W domu usykowoł wóz i rydel, prze-rzuciuł bez kark torbę borsukową z chlebem i kapciuchem — i pojechoł, gdzie złoto ostaziuł. Kopoł bo i kopoł i nabrał na wóz ziele skarbu, ledzie koniska poredziły. W domu nasypał wsytko na zienię i myśli, co zrobzić z taką mamoną. A myślunek nioł dubeltowy: od anioła stróża swego i od grzecha prze-klantego.

— Popraw sobzie gospodarkę, przytul do siebzie fameliją, obdziel bżiedoków, a reśtę doj na sto msów za duse w\ cyścu i na kościół w Mysiańcu — redziuł mu anioł.

— Głupsiok bułby z ciebie — poziedo djabuł do drugiego ucha — kidnij robotę, ubierz sie psiańknie, nie poziedoj nic nikomu, a psieniądze zakop do zieni — septoł mu dalej.

I Bartek niescansny posłuchoł prżeklantego grzecha (w inię Ojca i Syna — niech przepadnie na zieki ziekówl).

— Poco mom oddawać psieniądze — kiedy je som znalosem — poziedo, — ną co roonj

m

Dodatek: o Kurpsłu, to ksiot paprociu zgubziul

pracowoć w kuźni, kieni mogę sobzie zyć po pańsku; poco mom chodzić w sukmanku i sma-cianych chodokach, kieni mogę się wystroić jek ślachcic.

Po takiem myślunku zakopoł złoto pod psiec, a potem odziązoł i rzuciuł chodoki, w których wędrowoł.

Aleć go Bóg skaroł za to chciwość i państwo, bo jek tyło zrzuciuł chodoki, pociemniało mu w ococh i wsytkie te bogastwa z przed niego mu przepadły. Bartek pod psiec — a i tam nic nima. Nie ziedział niescańsny, ze ksiot paprociowy siedzioł mu w chodokach, do chtórech mu wlecioł w tą noc świańtojańską.

I tak go Bóg pokaroł za pychę i niezasłużone ślachectwo.

Długie lata śkodowoł Bartek skarbów i nieraz jesce błądziuł po puscy, ale nigdy juz mu paproć w chodoki nie wlecioł.

Objaśnienie niektórych wyrazów miejscowych, zawartych w powyższem podaniu:

Krzepki — mocny; smagły — zwinny; zdatny — zdolny, zręczny; flinta — strzelba; powolniak — taniec kurpiowski; poredziuł — sprostał; po-werek — kawałek kija; samosyjca — stary kawaler; machejnik — mechanik; matyjaśnie — dziwnie; kści się — kwitnie; grzech — djabeł, zły duch; piekiełka — łąki bagniste; za orzedle —

za bary; skapsiał — umarł; kopele — nogi (w pieszem chodzeniu); kociuba — kij podróżny, zagięty u góry; chojki — sosny; cigiędź — cień w lesie; chrapy — bagna grząskie; wądoły — małe jeziorka; kidnij — rzuć; śkodował — żałował.

Podanie „O Kurpsiu" słyszałem w różnych miejscach z małemi zmianami. Przytoczone powyżej brzmienia zanotowałem przed 14 laty we wsi Dobrymlesie, pow. Kolneńskim.

Poprzednia  5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 ... z 13  Następna