Przeglądaj mapę
logoutZaloguj/Zarejestruj

Kurpie - Adam Chętnik - część 4/13

IV. ZAJĘCIA PUSZCZAKÓW.

MYSLIWSTWO, BARTNICTWO, RYBOŁÓWSTWO, BURSZTYNIARSTWO, KUŹNICE ŻELAZA, PĘDZENIE SMOŁY I T. P.

Puszcza Kurpiowska od dawien dawna obfitowała w zwierzynę. Obok drobnej były tam nawet żubry, łosie i jelenie, na błotach zaś mnóstwo dzikiego ptactwa, a w wielu dopływach Narwi bobry. Puszczaki zajmowali się myśliwstwem powszechnie (ob. ryć. 5), co im się sowicie opłacało, mieli bowiem z tego i mięsiwo na pożywienie i tłuszcz na smarowidło lub lekarstwo i skóry na futra dla siebie oraz na handel. Prawo polowania w puszczy królewskiej mieli Kurpie zagwarantowane w statutach i przywilejach, zatwierdzonych z kolei przez królów polskich. Za prawo polowania płacili Kurpie daninę w naturze — w zwierzynie lub skórkach, prócz tego stawiać musieli w puszczy po stożku siana dla koni strzelców królewskich, którzy tu na łowy przyjeżdżali. Polowali w puszczy książęta mazowieccy i różni królowie polscy. Kurpie, znający knieje miejscowe, brali udział w polowaniach, pomagając w napędzaniu, osaczaniu a nawet i w biciu grubszej zwierzyny. Dla większej wygody w czasie łowów, na kurpiach były dwory myśliwskie, budowane w pobliżu kniei i ostępów. Wiemy o trzech takich dworach: jeden stał w Nowogrodzie nad Narwią, drugi opodal w pobliżu rz. Pissy (Pisi), a trzeci nad jeziorem Serafin. Ponieważ dwory te były z drzewa, więc też z powodu pożarów i wojen spłonęły i nie pozostał z nich ani ślad.

Rusznice, proch, kule i inną broń sprowadzali Kurpie od Niemców, skąd do puszczy prowadził trakt przez Szczytno na Mazurach pruskich do Myszyńca i Ostrołęki.

Kurpie posiadali swoje bractwa strzeleckie, mieli swoje przepisy i obyczaje łowieckie, lecz te, nie spisane przez nikogo, zaginęły dla nowszych pokoleń.

Bartnictwo czyli pszczelnictwo, obok my-śliwstwa, stanowiło jeden z ważniejszych działów przemysłu miejscowego (ob. ryć. 6). Bartnictwem zajmowali się Kurpie z zamiłowaniem i mieli do tego specjalne zdolności. Pszczoły hodowano w stanie dzikim na barciach czyli starych sosnach, w których na wysokości kilku metrów od ziemi dłubano otwór, noszący nazwę d z i e n i; jeżeli drzewo było bardzo grube, to kilka dzieni można było w nim wyrobić. Barć z pszczołami nazywano barcią osiadłą, a barć bez pszczół barcią próżną. Otwór, wydłubany w sośnie, nazywał się dłużnią, zatykany zaś był deseczką, zwaną d ł u ż n i c ą. Pszczoły, w lasach hodowane, żwafto borówkami lub z i e l o n em i, ponieważ w żywem, zielonem drzewie mieszkały.

Bartnicy, zgromadzeni w swoje bractwo, kierowani byli i sądzeni przez starostę bartnego (o czem już obszerniej mówiłem), który również dopilnowywał zbierania daniny w miodzie — bartnego, pobieranego przez władze królewskie. Za dopilnowanie pobierania miodu starosta lub przez niego upoważniony otrzymywał po plastrze miodu z barci, co się nazywało garściowem.

Puszcza podzielona była na szereg borów, liczących po 60 barci osiadłych. W każdym boru siedział przez całe lato Kurp-bartnik w swoim szałasie, który nazywał stanem. Z czasem, gdy się ludność puszczy rozrosła, podzielono bory dotychczasowe na półbory i ćwierćbory.

Przez całe dni Kurp zajęty był szykowaniem i porządkowaniem barci, oraz doglądaniem rojów. Na wiosnę, gdy rzeki rozlały, niektórzy bartnicy do swych pszczół dostawali się na czółnach. W robocie swej bartnicy wykazywali zadziwiającą zręczność i wprawę. Ponieważ barć dłubano na znacznej wysokości, bartnik zarzucał linę na wystającą gałąź, a siadłszy na przywiązanej desce, (leziwie) windował się do góry aż do potrzebnej wysokości. Łażono i inaczej: obejmowano drzewo liną, trzymano się rękami za dwa końce i podsuwając linę coraz wyżej, odpychano się jednocześnie nogami — aż do góry. Tam umocowawszy się liną, bartnik opatrywał pszczoły lub podbierał miód. Potrzebne narzędzia wiązano mu na dole do linki, którą on w miarę potrzeby podciągał do góry.

Teren puszczy Kurpiowskiej lesisty, pełen łąk kwiecistych i wszelkiego ziela, dostarczał pszczołom dużo słodyczy, którą chętnie zbierały do barci. Puszcza słynęła miodem na całą Polskę, to też śpiewano wówczas:

Bogata jest Palestyna,
Lecz Puszcza bogatsza i basta!
Tam rzeką miód płynąć zaczyna,
A nam na drzewach wyrasta.

Roczne letnie miodobranie w puszczy było obchodzone uroczyście. Zaczynano zwykle od poważanego starosty bartnego, gdzie gromadnie przybywali sąsiedzi — młodzi i starzy. Rozlegała się przytem taka piosenka:

Hej, ptaszyna śpiewa,
A barć się zieleni,
Pszczółka miodek miewa
Z wiosny do jesieni.

Patrzaj człeku miły,
Jak Bóg dba o ciebie,
Robaczek bez siły
O twym myśli chlebie.

Oj, wy pszczółki stare,
Oj, miodku kochany,
Przez was mamy wiarę,
Przez was Piast obrany.

Jak też w waszym ulu
Rząd sprawia się w zgodzie,
Bierz z nich przykład, królu,
Bierz przykład, narodzie!

A chłopi-próżniacy,
Uczcie się od pszczółki,
Jak się to przy pracy
Napełnia stodółki.

Na barcie po miód właził młody, najdzielniejszy Kurp, windujący się po linie z drzewa na drzewo, jak wiewiórka.

Na dole młodzież śpiewała i tańczyła, grajkowie rżnęli od ucha, a starzy popijali miodek i opowiadali przygody i historje przeróżne. Zabawa z okazji miodobrania kończyła się późno w nocy przy ogniskach.

Rybołówstwo opłacało się na puszczy sowicie. Narew z dopływami, przeróżne jeziorka i „wądoły" roiły się od wszelkiego gatunku ryb. Szczupaki, sumy, leszcze, liny, karasie, miętusy i t. d. stanowiły ważny produkt miejscowy oraz na handel. Dopływy Narwi z Prus Wschodnich, szczególnie Pissa, obfitowały w węgorze, masami poławiane na wiosnę. Rybołówstwo jak i my-

śliwstwo zawarowane było Kurpiom w przywilejach królewskich. Jezioro Serafin słynęło ze swych „złotych" karasi, poszukiwanych na pańskich stołach. Rybacy nowogrodzcy (nad Narwią) płacili rocznie do urzędu daninę — po 60 „szczuk łokciowych", jako stały czynsz za prawo rybołówstwa.

Bursztyniarstwem zajmowali się Kurpie, którzy nietylko kopali, ale i obrabiali bursztyn. Minerał ten znajduje się w wielu miejscowościach puszczy i w powiatach: przasnyskim, ostrołęckim i kolneńskim. Bursztyn kopano na gruntach własnych lub na wydzierżawionych od rządu co 3 lata. Około r. 1830 z dzierżawy takiej rząd miał 4.000 złotych dochodu. Bursztyn na Kurpiach znajduje się w dolnych warstwach t. zw. trzeciorzędowych na różnej wysokości, do jednego metra i głębiej. Są okolice, gdzie bursztyn wyorują w polu, znajdują przy kopaniu rowów, studzien i t. p. Zwykle zajmowano się kopaniem na miejscach niskich, podmokłych łąkach w suche lata, nad rzekami lub bagnami torfowemi. Praktyczni „bursztyniarze" obierali na oko teren bursztynowy, poczem kopali wąski, dość głęboki dołek (robili „próbę") i po gatunku ziemi, rozpostartej na dłoni, orzekali, czy ziemia jest „bursztynowa" czy nie. Jeżeli tak, to zabierali się do kopania, ryjąc po kolei cały teren. Znajdowano kawałki drobne, które sprzedawano na wagę, oraz grubsze, wagi do pół funta a niekiedy więcej. Przemysł ten z czasem przeszedł w ręce żydowskie, którzy wyzyskiwali bursztyniarzy, a sami robili niezłe interesy. Warsztaty, gdzie obrabiano bursztyn, były w Ostrołęce, Myszyńcu i po wsiach okolicznych. Wyrabiano z nich przeważnie paciorki bursztynowe, cygarniczki, fajki i t. p. galanterję. Paciorki — „korale" bursztynowe miały duże zapotrzebowanie na miejscu, każda bowiem Kurpianka nosiła na szyi sznury bursztynów. Ostatni większy warsztat bursztyniarski istniał do wojny światowej w Ostrołęce, obecnie zaś przemysł ten na Kurpiach już prawie nie istnieje.

Tak zwane kuźnice żelaza, a z niemiecka „hamernie", były w miejscowościach, gdzie dobywano rudę żelazną („limonit"). Ruda darniowa, o dość znacznem procencie czystego żelaza, znajduje się masami na całym prawie terenie kurpiowskim. Warstwy rudy mają do łokcia grubości, a że są pod powierzchnią, przykryte nieco mchem lub błotem, łatwo więc je łamać i wydobywać. Żelazo wytapiano na Kurpiach na miejscowe potrzeby od dawien dawna. Przedsiębiorcy, trudniący się tym przemysłem, otrzymywali na to specjalne przywileje, za co płacili podatek do skarbu. W dawnych aktach wojewódzkich spotykamy także przywileje, podpisane przez królów polskich, począwszy od w. XVI-go. Rudę wytapiano węglem drzewnym, wypalanym w puszczy. O obecności rudy w ziemi mówią i nazwy wiosek, jak Ruda, Rudka, Kruszą (od kruszec) i t. d. Przemysł żelazny na Kurpiach upadł z chwilą, gdy ukazało się żelazo fabryczne, wytapiane węglem kamiennym, lepsze i tańsze. Dziś przemysł ten nie istnieje, jest jednak zamiar wskrzeszenia go, z zastosowaniem nowszych sposobów wytapiania.

Smolarnie i węglarnie były dawniej rozrzucone po całej puszczy. Smołę pędzono („szorowano") ze smolnej karpiny, węgiel zaś palono ze szczap sosnpwych. Smoły używano do wozów, węgiel zaś był w powszechnym użyciu u kowali oraz przy wytapianiu żelaza.

W niektórych miejscowościach jest wapień, glina lub glinka biała. Z wapienia wypalano dawniej dużo wapna do budowy miejscowych kościołów lub na użytek ludności. Z gliny wyrabiano cegłę oraz naczynia gliniane. Glinkę białą kopano, gnieciono i przyrządzano tak, żeby mogła służyć do bielenia domów wewnątrz, co się uskutecznia parę razy do roku przed uroczystemi świętami.

Na uwagę zasługuje tkactwo i przemysł drzewny. Kurpianki są bardzo zdolne tkaczki i z własnego lnu lub wełny wyrabiają dużo płócien, chodników, fartuszków i różnego rodzaju kilimów, nieraz bardzo pięknych. Wyroby te mają zbyt po dalszych miastach, płótno t. zw. „kurpiowskie" ma już ustaloną sławę w Warszawie, chodniki i kilimy też nigdy na kupców nie czekają.

Do przemysłu drzewnego zaliczyć można wyrąb lasów i spławianie go na tratwach Narwią i do-, pływami, budowę domów mieszkalnych, wyrób sprzętów, niecek, szufli, grabi oraz wyrobów bednarskich, kołodziejskich i t. p. Po wsiach w wielu miejscowościach wyrabiają plecionki, koszyki (z wikliny i korzeni), miotły, grabie, łyżki drewniane, biczyska.

Zbiór jagód i grzybów jest powszechny, lecz niema charakteru przemysłu, zorganizowanego planowo.

Dawniej w kilku miejscowościach zajmowano się warzeniem miodu pitnego, gdy jednak ujęli go w ręce żydzi, fałszujący ten smaczny produkt, miodosytnie podupadły.

Do dziś jeszcze na Kurpiach wyrabiane jest powszechnie piwo z jagód jałowcowych, lecz tylko na domowy użytek. Piwo to nazywają „kozicowem" — ponieważ z prętów jałowcowych wyrabiają jeszcze biczyska czyli po tamtejszemu „kozice".

Poprzednia  1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 ... z 13  Następna