Przeglądaj mapę
logoutZaloguj/Zarejestruj

Kurpie - Adam Chętnik - część 6/13

VI. KURPIE PO ROZBIORACH POLSKI.

UPADEK I SKASOWANIE BARTNICTWA. — ODEBRANIE BRONI PALNEJ KURPIOM. — ZMIANA DOTYCHCZASOWEGO TRYBU ŻYCIA. — ROLNICTWO, PRZEMYSŁ I HANDEL — EMIGRACJA.

Jak to już zaznaczyłem poprzednio, najważniej-szem zajęciem Kurpiów było bartnictwo. Niektórzy z bartników byli bogaci — posiadali od 300 do 400 barci osiadłych. Przy myśliwstwie, rybołówstwie i t. p. powodziło im się wcale nieźle — puszcza miodem płynęła, jak mówiono.

Upadek bartnictwa, a także upadek Kurpiów datuje się od czasów rozbioru Polski. Bory puszczańskie przeszły wtedy pod panowanie pruskie i uważane były za własność państwa pruskiego, bez potwierdzenia dawnych swobód i przywilejów. Bartników rząd pruski starał się usunąć z puszczy, a Kurpiom wogóle odbierano prawo do borów. W r. 1797 rząd pruski postanowił wydzierżawić dochód z puszczy, otrzymano wtedy przez licytację po 14 złotych polskich podatku od pudłaka miodu. Dzierżawca zobowiązany był przyjąć na siebie administrację puszczy i nadzór nad uiszczaniem podatków przez Kurpiów. Wymagano też od bartników po jednej kunie z boru, a gdy kun trudno było upolować, płacili za to nie po 15 groszy, jak dawniej, lecz po 1 zł. i 6 groszy. Nadto dzierżawcy wymagali od nich rocznie dostarczenia 30 do 40 beczek dębowych bezpłatnie i t. p. ciężarów i darowizn. Wszystko to sprawiło, że bartnicy zniechęcali się do bartnictwa i zostawiali barcie na opiece boskiej. Po dwuch latach gospodarki pruskiej, około 4 tys. barci było już pustych. Barcie te Niemcy sprzedawali i rąbali na opał. Wiatach 1806—1810 barci z pszczołami było na puszczy tylko 209, a pustych 2.800. Zaczęto też narzucać Kurpiom różną robociznę przymusową — po 5 dni rocznie z chałupy, naprawę mostów i t. d. Nielepiej potraktowano bartników i za Moskali. W r. 1816 zamieniono wszystkie daniny bartników na pieniądze, w r. 1837 kazano barcie uprzątnąć, a bartnikom wzbroniono wstępu do lasu. W r. 1839—1840 barcie wycięto -w pień, pozostawiając część pustych. Pszczoły jednak leśne, zabierane do uli przy chatach, uciekały z powrotem do boru. Bartnicy patrząc na tę ruinę, na pszczoły bez opieki, wyjednali w r. 1843 u rządu pozwolenie na wstrzymanie wycinania barci, co trwało jeszcze kilka lat. W r. 1847 barci z pszczołami było tylko 33, a wkrótce i tych nie stało. Bartnictwo dawne przestało istnieć.

Ciężko bardzo było rozstawać się Kurpiom z bronią palną. Strzelb na puszczy było dużo służyły one strzelcom miejscowym na polowaniach, na popisach i na wojaczce. Jak Niemcy, tak potem Moskale uważali za niestosowne zostawienie broni w rękach niespokojnych i nieprzyjaznych im Kur-pików. Zabierali też gwałtem strzelby, a na opornych nakładali duże kary. Nie mając broni przez dziesiątki lat, Kurpie nie mogli się ćwiczyć w strzelaniu, nie mogli rozwijać swych wrodzonych zdolności. Pozostała w nich jednak żyłka myśliwska i nieprzezwyciężona chęć posiadania jakiejkolwiek broni palnej.

Z czasów „złożenia broni" (ok r. 1816) powstała u Kurpiów taka piosenka:

Hej, bracia ! — łza łzę goni,
Serce z żalu pęka:
Już Kurpik niema broni —
Las pod zwierzem stęka.

Hej, moją mi zabrali
Gwintówkę z lotkami,
I jeszcze się naśmiewali,
Com ją żegnał łzami.

Ni mi tera chatka miła,
Ni bezpieczna szyja,
Tak ci się już rozgościła
Ta straszna bestyja.

Ze kieni się nie powrócisz,
Wszędy niedźwiedź sapi 1),
Strzymaj dech, tamuj mowę,
Bo cię za łeb zcapi.

Lecz już chyba nie zcierzpiewa
Jego ciężkiej łapy;
Chociaż kosą łeb zetniewa,
Wyrzucim na chrapy.

Lub może Bóg pomoże
I zeszłe kaganiec,
Misiowi na nos go wbijem,
A potem z nim w taniec.

1) Użyte w piosence wyrazy „niedźwiedź" i „misio" oznaczają Moskala, który miał „ciężkie łapy". „Zcapi" — oznacza złapi.

Rolnictwo na puszczy, w porównaniu z innemi częściami Polski, opóźniło się o kilkaset lat. Powstanie osad rolniczych datuje się u Kurpiów od drugiej połowy XVIII-go wieku, a ugruntowuje się dopiero w wieku XIX. Charakter puszczy nie był nigdy rolniczym, co trwało tembardziej tak długo, że Kurpie tworzyli odrębną organizację i byli odosobnieni od reszty okolic Polski. Części puszczy, sąsiadujące z okolicami rolniczemi, żyły drogą wymiany: osady rolnicze dostarczały do puszczy zboża, Kurpie zaś dawali w zamian miód, ryby, zwierzynę i t. p. Z czasem byli Kurpie rolnikami po wsiach, a bartnikami w puszczy.

Już oddawna Kurpie mogli zajmowaćQsię rolnictwem, Zygmunt III w swoim przywileju mówi, że „jeżeliby na trawę niesposobne łąki były,

Ryć. 8. „Toki", beczki drewniane na zboże w Dylewie.

wolno każdemu z bartników poorać je i posiać, z tego nie dając żadnego podatku, bo to są łąki borowe". Dopiero po upadku bartnictwa zaczęto * brać się raźniej do uprawy ziemi. Każdy w swoim „boru" wybierał kawałki niezarośnięte i niezalane bagnem, kopał motyką i siał zboże na wydartych puszczy pólkach (ob. ryć. 8). Pólka te czyli działki rozrzucone były w dziesiątkach kawałków koło zagród puszczańskich i nie zawsze potrafiły wyżywić właścicieli. Nieurodzajna podmokła lub piaszczysta gleba dawała nędzne plony, do tego zaś Kurpie nie umieli jeszcze gospodarować, nie mieli potrzebnych narzędzi, orali drewnianemi sochami. To też były lata, że Kurpie przymierali głodem, a po kraju całym zbierano składki i różne datki na „głodnych Kurpiów".

W końcu XIX-go w. dokonano, choć'pobieżnie, pomiarów i ustalono własność gruntową. Do dziś jednak dużo jest spraw spornych, nieuregulowanych, na czem ludność cierpi. Można jednak przypuszczać, że puszcza Kurpiowska nigdy nie będzie krajem ściśle rolniczym, urodzaje są liche — przeciętnie 4 Jcorce żyta z morgi — a chleba własnego w wielu miejscowościach wystarcza zaledwie do Nowego Roku. Ludność sieje prócz żyta sporo gryki, pozatem sadzi ziemniaki, kapustę. Ładnie dosyć udaje się len. Sady owocowe są tylko gdzieniegdzie, to też owoców puszcza nie posiada nawet ha skromne zapotrzebowanie. Na większe powodzenie może liczyć hodowla gęsi, owiec i bydła, na przeszkodzie jednak stoją mokre łąki, zalewane nieraz całkowicie na całe lato przez wezbrane dopływy Narwi, przerzynające puszczę.

Przemysł miejscowy nie rozwinął się należycie z braku odpowiedniej opieki i kierownictwa. Zbieranie jagód, suszenie grzybów i ziół leśnych nie dawało znaczniejszych dochodów. Plecenie różnych koszyków i plecionek z wikliny oraz korzeni jałowcowych nie rozwinęło się na większą skalę, choć do tego są Kurpie zdolni. Tu i ówdzie wyrabiano szufle, grabie, niecki, łyżki drewniane, gonty i t. p. Do szerszego przemysłu należało budowanie domów, wyróbka drewna w lesie

Ryć. 9. Spuszczanie tratew do Narwi. — „Oryl", wybijający „śryka".

i spław jego (ob. ryć. 9) Narwią do Wisły i Gdańska. W przemyśle tym Kurpie zajmowali się przeważnie dostawą drzewa z lasu do rzek, na „orylkę" zaś szli robotnicy z miasteczek lub przybysze ze stron dalszych.

Na miejscu rozwinęło się najwięcej tkactwo, które też zasłynęło szeroko z doborowych płócien, chodników, oraz pięknych i trwałych kilimów wełnianych. Płótna oraz sukna z wełny miejscowej wystarczyło nie tylko na potrzeby miejscowe, ale zostało na wywóz do miast.

Handel prowadzili Kurpie z Prusami, oraz z pobliskiemi miastami i Warszawą. Od dawien dawna do puszczy prowadziły dwa trakty: z Warszawy przez Pułtusk i Ostrołękę., oraz z Prus przez Szczytno do Myszyńca, a stąd do Ostrołęki i Nowogrodu. Z Prus przyjeżdżali kupcy niemieccy, zabierając z puszczy skóry miód, wosk, bursztyn, wełnę, płótno i t. p. wzamian za strzelby, proch i narzędzia rzemieślnicze. Do miast dostarczali Kurpie zwierzynę, jagody, ryby, drzazgi, zioła. Fury suszonych grzybów i innych płodów i wyrobów wozili Kurpie do Warszawy furmankami, bo kolei jeszcze nie było. Podróż taka trwała kilka dni, połączona była nieraz z niebezpieczeństwami, to też Kurpie zbierali się po kilka furmanek, a na plecy brali strzelby.

Pomimo wszystkie zabiegi na puszczy nigdy nie gościł dobrobyt, a mieszkańców bieda wypędzała za morze do Ameryki lub na roboty sezonowe do Prus i dworów. „Zeby nie Ameryka, tobym chyba z głodu poumierali" — mówiono powszechnie. Emigracja przybrała na Kurpiach duże rozmiary. Weźmy dla przykładu kilka cyfr przedwojennych.

W gminie Wach, liczącej 12 tys. ludności, do Ameryki wyemigrowało 2 tys. Ze wsi Dylewa (pow. Ostrołęcki), liczącej 175 domów, w Ameryce było do r, 1912 ok, 400 QSÓb. Z gminy Nasiadki (pow. Ostroł.), liczącej 7.630 ludności, wyemigrowało do Ameryki 948 mężczyzn i 619 kobiet, razem 1567 mieszkańców. Do Ameryki uciekała prawie wszystka młodzież męska przed poborem do znienawidzonego wojska rosyjskiego. Do Prus wędrowało co rok tysiące robotników i robotnic do robót w polu, do kopania rowów i t. p. Za granicę przedzierano się znanemi ścieżkami w nocy lub w dzień, przekupiwszy straż graniczną, o co nie było trudno. Niektórzy byli i po kilka razy w Ameryce. Oszczędni i pracowici dorabiali się grosza, podtrzymywali pozostałe w domu rodziny, po powrocie zaś dokupowali ziemi lub zakładali sklepy. Większość pozostała w Ameryce, gdzie posiada własne fermy, domy w miastach lub sklepy i restauracje. Pomimo biedy w puszczy Kurpie tęsknią do niej i nawet stale osiedleni w Ameryce przyjeżdżają nieraz na kilka miesięcy, żeby odwiedzić swoich i zobaczyć na własne oczy, co słychać w „starym kraju" — jak nazywają Polskę.

Poprzednia  1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 ... z 13  Następna